Kiedy sen przez długi czas nie przychodzi, wszystkie bodźce, mimo, że pozornie zamglone docierają do mnie ze zdwojoną siłą. Dźwięk własnych myśli przebijających się przez lepką, nocną atmosferę jest tym, który w głowie będzie mi rozbrzmiewał najgłośniej i najdłużej, choćby nawet wszystko, nad czym dumałam było jedynie szeptem zawieszonym w milczącym pokoju pachnącym zmrokiem. Nie ma chwili, w której dobitniej dają o sobie znać wszystkie udręki, niż ta, gdy pozostaję sam na sam z całą swoją duchową własnością i nie mogę pozwolić sobie na choćby pozorne oderwanie się od własnego jestestwa. Od wilgotnego powietrza dostaję zawrotów głowy, mimo to wdycham je coraz łapczywiej, aż do momentu, w którym nie zapragnę aby ktoś wymierzył mi siarczysty policzek i nie przestawał okładać do takiego momentu, kiedy naprawdę zapragnę żyć, lub naprawdę zapragnę umrzeć. Z nadzieją czekam wtedy na chwilę, w której przekraczam słodką granicę własnej świadomości, jednak im bardziej jej pragnę, tym bardziej staje się ona odległa. Upragnione zapomnienie przyszłoby zapewne skoro tylko przestałabym za nim gonić. Ja jednak wciąż miotam się i błagam o dotknięcie drugiej strony. Błagam o kolejny sen.
Siadasz na ławce i odpalasz papierosa. Mokre od deszczu kosmyki włosów oblepiają ci twarz i powoli nasiąkają zapachem ciężkiego dymu. Mimo, że w twojej głowie myśli kłębią się jak morskie fale podczas sztormu, nie słyszysz odgłosu wzburzonej wody rozbijającej się o brzeg. Nie słyszysz też stukotu kropel deszczu, nie słyszysz rozmów ludzi stojących obok, ani szumu przejeżdżających ulicą samochodów. Towarzyszy ci jedynie przeraźliwie głuchy dźwięk pustki i nicości. Mijają cię kolejne nieznajome osoby. Po przejściu kilku metrów nie będą już pamiętać widoku twojego chłodnego oblicza. Wciągasz wilgotne powietrze przez nozdrza i wypuszczasz dym. Patrzysz na niego tę.pym wzrokiem i masz ochotę położyć się na zimnej ziemi pozwalając, żeby ciężkie krople rozbijały się o twoje zmęczone powieki. Niech pada jeszcze mocniej. Wciąż jednak siedzisz na ławce obok ludzi, z którymi nie masz nic wspólnego. Jesteś po prostu jedną z osób czekających na autobus. Nie czujesz nic, kiedy jednocześnie odnosisz wrażenie, że coś rozpierdala cię od środka. Autobus nie przyjeżdża. Gasisz papierosa, który zdążył poparzyć ci już palce.